Moja Afryka
I tak oto Fantastyka Wydanie Specjalne wzięła i wyszła
Ponoć można ją już nabyć w różnych przyjaznych prasie miejscach. Połówek był jakiś czas temu w Krakowie i szukał tegoż pisma, ale nie mógł znaleźć. Jak tylko wrócił, to teść dał cynk, że właśnie nabył. Tak więc do tej pory nie wiem, jak spisała się korekta. I przyznam, że drżę o to. Jednak najważniejsze, żeby wam się podobało
Jak już pisałam Droga zainspirowana została króciutkim, ale za to niezwykłym anime pod tytułem Kigeki. Inni są bohaterowie, inne miejsca, a i sama idea nieco zmieniona, ale gdyby nie Kigeki, nie byłoby Drogi. Sama Droga powstała jako część cyklu opowiadań o pewnym ognistym demonie, ale widząc w jakim tempie cokolwiek piszę (żółwim), postanowiłam ją opublikować.
Droga dzieje się w Afryce, w czasach obecnych. To część tego, co nazywam “moja Afryka” i co noszę głęboko w sercu. Nigdy nie byłam na tym kontynencie, ale dzięki moim afrykańskim przyjaciołom żywię ku niemu specjalne uczucia. Pozytywne i negatywne. Niedawno czytałam, że prawdziwym skarbem Afryki, są afrykańskie kobiety. I przyznaję z ręką na sercu, to jest prawda.
Patrząc wstecz, wydaje mi się, że to Heban Kapuścińskiego zaszczepił we mnie uczucie do Czarnego Lądu. Od tamtej pory wiele czytałam i oglądałam na ten temat, co oczywiście nie zastąpi samej obecności. Ja jednak nie chciałabym pojechać do Afryki jako typowy turysta, który widzi tylko lukrowaną powłoczkę safari. Chciałabym zrozumieć, a nie skonsumować.
Wracając do Drogi i jej bohaterów, to jak to często u mnie bywa, Ibado istnieje w rzeczywistości. To moja przyjaciółka, która swoim ciepłem i serdecznością mogłaby obdzielić średniej wielkości norweskie miasteczko
Schariff jak najbardziej jest prawdziwy, tyle że sporo starszy
Ludziom ceniącym sobie dobrą literaturę i klimaty afrykańskie polecam pierwszą część cyklu Alexandra McCalla Smitha “Kobieca agencja detektywistyczna nr 1″.
Pozdrawiam i proszę podzielić się ze mną opiniami o Drodze!
Optymistycznie w 2012
Tadam! Skończyłam prace redakcyjne nad Iskrą Bożą. Połówkowi opowiadanie bardzo się podobało, ale ja sama nie wiem, co o nim myśleć. Może jeszcze jest za świeże, musi się uleżeć
Powergraph ogłosił w zapowiedziach, że w pierwszej połowie roku wyjdzie zbiorek z moim opowiadaniem. Gdy ukaże się na półkach, nie omieszkam was o tym powiadomić
Pozdrawiam!
Droga w Fantastyce WS
Zgodnie z zapowiedziami i po licznych perturbacjach (zdziwię się, gdy kiedyś mnie wydadzą bez jakichś dodatkowych atrakcji), w styczniu ma się ukazać napisane przeze mnie w 2009 roku opowiadanie Droga. Opowiadanie zainspirowane moim ukochanym 10-minutowym anime pod tytułem Kigeki.
Drogi szukajcie w Fantastyka Wydanie Specjalne. Na potwierdzenie wrzucam okładkę:

Oprócz tego pracuję nad korektą tłumaczenia z norweskiego, a w tak zwanym międzyczasie wprowadzam poprawki od-korektorskie do Iskry Bożej. Dodatkowo chodzi mi po głowie pewna wiktoriańska dama, wokół której zamierzam snuć steampunkowe opowieści
Przyznaję bez bicia, że bardzo mi ten klimat podszedł. Możecie więc oczekiwać więcej tego typu opowiadań w moim wykonaniu
Pozdrawiam i szczęśliwego Nowego Roku! (I żadnego końca świata w 2012!)
Tęsknota za haiku
Patrzę i oczom nie wierzę - ostatni wpis był w połowie września. Wstyd i hańba. Wybaczcie to długie milczenie, ale kto czyta Dom wie, że przytłoczył mnie nawał pracy. Przytłoczył do tego stopnia, że musiałam udać się z wizytą do miejscowego osobnika podającego się za lekarza. Na szczęście zaczęłam już wychodzić na prostą
Trochę nowości odnośnie mojego pisania.
Wydawnictwa porażone geniuszem mojej książki, na razie milczą
“Droga” ukaże się w styczniowym Wydaniu Specjalnym Nowej Fantastyki (no, chyba, że jak zwykle coś się wydarzy nieprzewidzianego
). Drżę o to, w jakiej formie ukaże się tekst, bo korekta sprawiła, że zbladłam, ale udało mi się wyprowadzić ponownie tekst na prostą. Mam tylko nadzieję, że redaktorowi (którego osobiście darzę wielkim szacunkiem) udało się poprawić własne błędy i wypaczenia przed drukiem
Skończyłam przepisywanie zamówionego tekstu do kolejnego potencjalnego zbiorku. Opowiadanie, już wydrukowane, leży i czeka aż nabiorę odpowiedniego dystansu, by przeczytać go ponownie i dokonać niezbędnych poprawek. Możliwe też, że powędruje prosto do kosza. W obecnym stanie najchętniej właśnie tam bym je widziała
Tęsknię za nowymi haiku. Tym razem chciałabym je mieć w formie książkowej, żebym nie musiała targać ze sobą laptopa, gdy przyjdzie mi ochota je poczytać w miejscu innym niż mój gabinet (w górach, chociażby):-)
A tak wygląda teraz moja okolica:
zimowy ogród
na gołych gałęziach
girlandy szadzi
Jacek Kielich
Pozdrawiam!
Życie toczy się dalej
Książka książką, a moje myśli nieujarzmione nadal pędzą do przodu, jak dziki tabun mustangów po prerii. Przez głowę wciąż przelatują mi pomysły na kolejne opowiadania i powieści. W tej chwili mam 4 następne powieści czekające na napisanie, w tym dwie nie-fantastyczne.
Obecnie piszę (w przerwie między prowadzeniem badań) opowiadanie zamówione do zbiorku. Staram się podchodzić do pisania bardziej restrykcyjnie, żeby tekst mi się znowu nie rozrósł do gargantuicznych rozmiarów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Próbowałam także (pomna rad znajomych piszących) od razu pisać na laptopie. No i co? No i pstro. Pół godziny tępo patrzyłam w monitor. Potem wzięłam do ręki mój bardzo specjalny długopis (szefowa takie zamawia), znalazłam jakiś jeszcze nie zapisany zeszyt i poszło, jak burza. Chyba pod tym względem jestem niereformowalna.
Wydarzenia kilku ostatnich miesięcy sprawiły, że poczułam przymus pisania haiku (polskich haiku). Zezłościło mnie to, bo absolutnie nie czuję się poetką, ale z moim mózgiem nie ma dyskusji. Muszę i już. A jak będę się opierać, to i tak nie odpuści do momentu, aż napiszę. Tak mam i nic na to nie poradzę. Wewnętrzny przymus to moje osobiste przekleństwo i błogosławieństwo zarazem. Toteż będę was co jakiś czas katować haiku w moim wykonaniu. A co mi tam, pewnie i tak nikt tego bloga nie czyta
Pierwsze haiku jest o norweskich, białych nocach, które osobiście uwielbiam i które są dla mnie wyjątkowe:
Letnie, słoneczne noce
Wyciągając rękę
Dotykam tęczy
Drugie to zupełnie inna historia. Jak niektórzy z was wiedzą z Domu na krańcu Wszechświata, tragedia na wyspie Utoeya bardzo głęboko we mnie zapadła. Żeby jakoś wyrzucić z siebie emocje, które mi w tych dniach towarzyszyły, pisałam haiku. Pomogło. To jedno z nich:
Kręgi na wodzie
Gęsty jak letni deszcz
Grad kul
Do następnego razu.
Cierpliwość
“Serce kamienia” już po korekcie. Teraz najtrudniejszy moment całej “kampanii książkowej” - przekonać jedno z wydawnictw, że chce wydać moją książkę. A to wymaga olbrzymiej cierpliwości. Zaciskam więc zęby i popadam w stan ZEN.
Aha, głosować na Rubin w nagrodzie Nautilusa można już tylko do końca września. Kto jeszcze nie głosował, zapraszam!
Hosanna!
Chwała mi! Skończyłam! 497 090 znaków. Teraz już tylko korekta. Idę się upić z tej radości
Chmury nad i pode mną
Siedzę, patrząc na kubek z kotami i cieszę się, że jutro jest sobota. Mały czarno-biały łotr śpi na łóżku obok. Za oknem chmury i mój zarośnięty ogród. Cisza i zmęczenie.
Właśnie przeliczyłam ilość kartek, które zostały mi do przepisania. I niemal nie mogę w to uwierzyć - tylko 18! Mam nadzieję, że znajdę czas, by przez następne dwa tygodnie wreszcie skończyć “Serce Kamienia”.
Kilka dni temu dowiedziałam się, że nasz steampunkowo-cyberpunkowy projekt jednak nie wyjdzie w tym roku. Ma wyjść na początku przyszłego. No, zobaczymy, jak to będzie.
Aha, jednak wezmę udział w sarmacyjnym zbiorku. Mój projekt opowiadania, chociaż dosyć luźno będzie nawiązywał do tzw. Polski Szlacheckiej, to zyskał pełną aprobatę. Tia… Teraz muszę go tylko napisać.
Niedawno skonstatowałam, że nie mam żadnego rezerwowego wolnego opowiadania. Zawsze miałam w odwodzie “coś”, a teraz pustka kompletna. Wszystko już, albo wydane, albo zajęte. Mam co prawda kilka zaczętych pomysłów, są nawet w dosyć zaawansowanym stadium, ale do skończenia ich jeszcze daleko.
Wiecie, co mi się marzy? Rozłożyć mój pasiasty hamaczek na werandzie (na razie z werandy są tylko fundamenty) i w spokoju poczytać sobie książkę. Niby takie proste, a na razie zupełnie nierealne (i to nie z powodu barku werandy).
Za tydzień jadę na festiwal w Gudvangen (czytelnicy Domu na krańcu Wszechświata wiedzą o co chodzi), gdzie spotkam się z Elą i będzie mi wstyd. Jej książka zakupiona zaraz po wydaniu, leży na komodzie w sypialni już kilka miesięcy i czeka na przeczytanie. A ja boję się po nią sięgnąć, bo wiem, że książka Eli wciągnie mnie na całego a ja NIE MAM CZASU. W takim więc wypadku pozostaje mi się tylko wstydzić (chyba, że przeczytam ją dzisiejszej nocy, ale nie liczyłabym na to
).
Brrr… Właśnie zerknęłam na leżącą na blacie obok stertę nowych regulacji i przepisów odnośnie projektów norwesko-polskich. Wzięłam, żeby przeglądnąć w domu, ale chyba nie dam rady się zmusić. Pewnie zaniosę to z powrotem do pracy. Ale sumienie będę miała czyste, że chciałam
Drodzy moi, ci, którzy jeszcze nie głosowali. Otóż ruszył kolejny konkurs na opowiadanie organizowany przez pismo Science Fiction FiH, Nautilus. Tutaj można zagłosować. Polecam waszej pamięci mój “Rubin”.
Za oknem pada deszcz. Chmury, ciężkie od oparów i deszczu przysłaniają zbocza doliny. Często zdarza się tak, że mój stojący na zjeździe z przełęczy dom jest ponad chmurami. Ostatnio, niemal co rano, złoszczę się na siebie, że zapominam zabrać ze sobą Nikona, bo w drodze do pracy przejeżdżam przez takie miejsce, gdzie przepięknie widać, jak nad gładką taflą jeziora tworzą się bajeczne mgły. Przyznam wam się, że nigdy nie przypuszczałam, że mieszkanie w górach może dostarczyć tak niezwykłych i niezapomnianych wrażeń estetycznych. Mieszkam tu zaledwie 5,5 roku, a te wrosłam w te góry i one wrosły we mnie.
Na zakończenie małe haiku Issy:
Nad moimi nogami
Wyciągniętymi wygodnie
Kłębiące się chmury.
Sfinks
Wczoraj okazało się, że moje opowiadanie “Rubin” znalazło się na 4. miejscu w walce o nagrodę Sfinksa. To dla mnie wielki sukces! W głosowaniu wzięto pod uwagę 97 polskich opowiadań opublikowanych w 2010 roku, co oznacza, że “Rubin” wyprzedził 93 inne opowiadania. Wciąż w to nie mogę uwierzyć, chociaż już wczoraj oblałam tę wiadomość pysznym Shirazem z Południowej Afryki
Dziękuję za głosy na “Rubin” i serdecznie pozdrawiam!
Marzę o wakacjach
Z końcem czerwca teoretycznie kończą się projekty, przy których pracuję. Teoretycznie, bo będzie się to ciągnęło jeszcze jakiś czas. Wreszcie powinnam mieć czas, żeby skoncentrować się na studiach i na pisaniu.
Ostatnie dwa miesiące dały mi ostro w kość, bo ze względu na niejakie komplikacje po operacji nie powinnam zbyt długo siedzieć przed komputerem, a tu w pracy non stop wlepiam gały w monitor, a po powrocie do domu nie jest lepiej - w końcu kiedyś muszę tę książkę przepisać, nie prawdaż? To oznaczało kolejne kilka godzin przed komputerem. Wreszcie powiedziałam sobie STOP. Praca nie mogła pójść w odstawkę, więc poszła książka. Po 3 tygodniach przerwy powoli zaczynam wracać do przepisywania. Połówek przeczytał kolejny etap książki i podoba mu się, więc chyba nie jest tak źle.
W tzw. międzyczasie wyszła książka polsko-norweska z moim krótkim artykułem na temat projektu. W kolejce czekają dwa artykuły naukowe, za które zabiorę się pewnie dopiero na jesieni.
Czekam z utęsknieniem na zbiorek steampunkowy z moim opowiadaniem, który ma wydać Powergraph. Już niemal straciłam nadzieję, że książka ujrzy światło dzienne, a szkoda, bo dzięki temu opowiadaniu uświadomiłam sobie, że bardzo lubię klimaty steampunka. Dużo bardziej niż się spodziewałam.
Pewno pismo fantastyczne chce w tym roku opublikować moje opowiadanie. Mam nadzieję, że się uda, bo przez tę nieszczęsną książkę nie miałam czasu, żeby napisać coś nawet dla “dobrych znajomych”. Opowiadanie, które ma wyjść (jak już będę znała konkrety, to napisze wam gdzie i kiedy to nastąpi), napisałam w zeszłym roku i tak sobie leżało w szufladzie, aż wpadło mi w łapki i uznałam, że można go gdzieś wysłać. To na dobra sprawę jedyne skończone opowiadanie, które miałam akurat wolne i nieopublikowane wcześniej. Mam nadzieję, że jak wyjdzie, to wam się spodoba
W zeszłym tygodniu dostałam zaproszenie do napisania czegoś do zbiorku opowiadań w klimatach Sarmacji. Jeszcze się zastanawiam, bo te klimaty jakoś nie szczególnie mi leżą, ale jak to zwykle u mnie, gdy myślę o czymś zbyt dużo, to pomysły same zaczynają mi chodzić po głowie
Zobaczymy
W ostatnich tygodniach mamy gwałtowne burze, więc haiku będzie o tym, co budzi mnie niemal każdego ranka:
przebudzenie
deszcz z mojego snu
wciąż pada
Grzegorz Sionkowski